Moja kontestacja

Można nie reagować. Sztuka polega jednak na tym, by nawet wtedy mieć świadomość

sobota, 16 lipca 2011

Tutaj to już koniec

Blog został przeniesiony. Jego nowe miejsce to:

http://wzgardygodneprzywidzenia.blogspot.com/ 

czwartek, 7 lipca 2011

Alior Bank ostro zagrał

W komunikacie informującym o nowej usłudze Alior Banku znajduje się zdanie:

"To prawdziwa rewolucja."

I trudno się z tym nie zgodzić. W każdym oddziale i placówce partnerskiej Alior Banku można teraz bez prowizji opłacić wszystkie rachunki, w tym za gaz, energię elektryczną, wodę, telefon czy telewizję kablową. Z oferty mogą skorzystać wszyscy, nawet ci nie będący klientami banku.

Dla nie związanych z bankiem będzie to jednak zapewne tylko promocja. W ofercie banku pojawiło się bowiem Konto Alior Rachunki bez Opłat, które w przeciwieństwie do innych kont tego banku taką usługę oferuje. Prowadzenie rachunku i wydawana do niego karta nic nie kosztują. Przy pomocy tej ostatniej można bezpłatnie wypłacać gotówkę z bankomatów Alior Banku, sieci Euronet oraz cash4you. To wyraźnie mniej niż wszystkie bezpłatne bankomaty w standardowym koncie Aliora, ale w dużych aglomeracjach nowe konto zapewnia jednak dość swobodny dostęp do pieniędzy.

Jeśli nowe konto zostanie poparte mocną kampanią reklamową może przysporzyć Aliorowi wielu nowych klientów. Przywiązanie ludzi do opłacania rachunków w kasie jest ogromne. Gdy ostatnio byłem na poczcie, po dwudziestu minutach stania w kolejce ze zdumieniem stwierdziłem, że byłem jedynym który chciał skorzystać z usługi pocztowej. Wszyscy, którzy stali przede mną płacili za telewizję satelitarną, prąd, gaz, czynsz, telefon, etc. I bynajmniej nie byli to trzęsący się staruszkowie. Wydaje się więc, że Alior naprawdę otworzył nowy front w bankowej walce o klientów.

niedziela, 26 czerwca 2011

Big Blue ma 100 lat

Dziesięć dni temu minęło 100 lat od założenia IBM. Ściślej rzecz biorąc, IBM obchodził swoje 100-lecie. Bo z początkami koncernu jest trochę jak ze źródłami Amazonki. Można je widzieć w kilku miejscach. Niemniej rocznica przeszła raczej niezauważona, a warto przypomnieć historię firmy, która odcisnęła znaczące piętno na światowej gospodarce, a tym samym życiu codziennym każdego z nas.

Zacznijmy od tego dlaczego IBM świętował. Otóż 16 czerwca 1911 r. powstała Computing-Tabulating-Recording (CTR) z siedzibą w Nowym Jorku, czyli firma, która w 1924 r. przemianowała się International Business Machines, co w skrócie daje właśnie IBM. Tyle, że nazwą IBM kanadyjski oddział spółki posługiwał się już od 1917 r., a w momencie powstania CTR zatrudniała około 1300 osób, co z kolei świadczy o tym, że nie wzięła się z niczego. Przedsiębiorstwo powstało z połączenia trzech innych: International Time Recording, Computing Scale oraz Tabulating Machine. W owym czasie wszystkie zajmowały się produkcją urządzeń do rejestracji czasu pracy i maszyn liczących opartych na kartach perforowanych.

Najstarszą z trzech spółek była Computing Scale z Dayton w stanie Ohio, która produkowała początkowo krajalnice do mięsa, tasaki rzeźnicze, młynki do kawy i wagi sklepowe. International Time Recording to powstały w 1900 r. dystrybutor systemów rejestracji czasu pracy innych firm. Produkująca maszyny liczące Tabulating Machine z New Jersey była najmłodsza. Powstała zaledwie sześć lat przed wcieleniem do CTR. Jej właściciele kontrolowali jednak patenty założonej w 1896 r. w Waszyngtonie Herman Hollerith's Tabulating Machine, która była pierwszym na świecie producentem elektrycznych maszyn liczących. Herman Hollerith prace nad automatyzacją różnego rodzaju obliczeń i - jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli - przetwarzaniem danych, prowadził od lat. Pierwsze patenty otrzymał w 1889 r., a praktycznego testu swoich wynalazków dokonał już w 1886 r. w departamencie zdrowia miasta Baltimore w stanie Maryland. Rok przed tym wydarzeniem swój wynalazek opatentował Julius Pitrap. Prawa do jego patentów nabyła w 1891 r. Computing Scale. Podobnie było z pochodzącymi z końcówki lat 80. XIX w. pomysłami Alexandra Deya i Willarda Bundego. Tyle, że założona w 1893 r. Dey Patents (potem używała nazwy Dey Time Register) i powstała w 1889 r. Bundy Manufacturing trafiły pod skrzydła International Time Recording. A wyliczone powyżej przejęcia to i tak tylko najważniejsze akwizycje protoplastów CTR.

Jako, że rewolucja przemysłowa była w toku CTR na swoich technologiach nieźle zarabiała. W 1918 r. firma wypracowała 1 mln dolarów zysku netto przy 9 mln dolarów przychodów. Zatrudniała wtedy 3127 pracowników i miała oddziały m.in. w Brazylii, Francji i Niemczech. W Polsce pierwsze biuro IBM otwarto w 1935 r. Ale już w 1923 r. maszyna licząca CTR trafiła do Warszawskiej Spółki Akcyjnej Budowy Parowozów, czyli komunistycznego Waryńskiego.

W 1920 r. CTR wprowadziła na rynek protoplastę dzisiejszej drukarki. Był to moduł do maszyn liczących. Przed jego wprowadzeniem, maszyna owszem liczyła, ale w celu archiwizacji, wynik obliczeń człowiek musiał ręcznie zapisać. W 1941 r. roku IBM pokazał elektryczną maszynę do pisania z tzw. proporcjonalnym odstępem, a więc przypisującą zróżnicowane a nie jednej wielkości odstępy, do różnej wielkości znaków. Działu maszyn do pisania i drukarek IBM pozbył się w 1991 r. Tak powstała firma Lexmark.

W 1920 r. jeden z banków w Detroit zaczął używać wyprodukowanego przez CTR urządzenia do automatycznego liczenia pieniędzy. Wartość pliku banknotów podawało ono w oparciu o ich wagę. Na obrocie gotówką firma odcisnęła swe piętno jeszcze w 1969 r. Inżynier Forrest Parry połączył pasek magnetyczny z kawałkiem plastiku, co stało się podstawą kart płatniczych. Aczkolwiek trzeba przyznać, że wraz z pojawieniem się kart mikroprocesorowych era paska magnetycznego dobiega końca. Samo połączenie paska magnetycznego z kawałkiem plastiku miało być początkowo kartą identyfikacyjną dla… CIA.

W 1930 r. firma opatentowała system sygnalizacji ruchu ulicznego, czyli świateł na skrzyżowaniach. Projekty tego typu rozwija do dziś. W 2007 r. uruchomiła w Singapurze pilotażowy system mający z 90-procentową dokładnością przewidywać ruch na drogach w przeciągu najbliższej godziny i dostosowywać do niego cykl zmiany świateł. Bazuje na zamontowanych w taksówkach sygnalizatorach przekazujących do centrali dane szybkości poruszania, ale uwzględnia też prognozy pogody.

W 1937 r. zatrudnienie w firmie przekroczyło 10 tys. osób. Przychody wyniosły 31 mln dolarów, a zysk netto 8 mln dolarów. W 1941 r. przychody wyniosły już 60 mln dolarów, a zysk doszedł do 10 mln. Trzonem biznesu były ciągle systemy przetwarzania informacji oparte na kartach perforowanych.

W latach 50. i 60. XX wieku IBM zaczął tworzyć fundamenty współczesnej informatyki. Wraz z wejściem w ten obszar działalności do firmy zaczął przylegać przydomek Big Blue. W 1956 r. koncern zaprezentował komputery RAMAC, pierwsze wykorzystujące do przechowywania danych magnetyczne dyski twarde. Na 50 dyskach o średnicy dwóch stóp (to chyba około 60 cm, ale nie jestem pewien) mieściło się… pięć megabajtów danych. Trzy lata później pojawił się komputer 1401, czyli pierwsza maszyna klasy mainframe. Dziś utożsamia się je z superkomputerami, ale był to także pierwszy komputer uniwersalny, zbudowany nie do konkretnego, znanego wcześniej zastosowania, i pierwszy który sprzedał się w liczbie ponad 10 tys. sztuk. W 1966 r., pracujący dla IBM, Robert Dennard wynalazł Dynamic Random Access Memory (DRAM), czyli coś co nazywamy pamięcią RAM lub operacyjną. W 1970 r., pracujący dla Big Blue, Brytyjczyk Edgar Codd opracował model relacyjnej bazy danych. Na jego komercyjne wdrożenie trzeba było poczekać do lat 80., ale dziś nie ma innych baz danych niż relacyjne. Reliktem minionej epoki jest za to dyskietka komputerowa. Ją również wymyślono w IBM. Było to w roku 1971.

Nieco wcześniej, w 1969 r. koncern zatrudniał już 258 662 pracowników. Każdy pracował na więcej niż dwóch właścicieli firmy. IBM miał wtedy 549 463 akcjonariuszy. Przychody wynosiły 7,2 mld dolarów, a zysk 934 mln.

W 1974 r. firma opracowała system kodów kreskowych. Czym jest chyba każdy wie. Kasy sklepowe z tym wynalazkiem spółka zaczęła sprzedawać w 1979 r.

Epokową konstrukcją okazał się komputer pokazany w 1981 r. i kosztujący 1565 dolarów. Jego angielski akronim to PC (od Personal Computer), czyli swojski pecet. W maszynie, której oficjalna nazwa brzmiała IBM PC 5150 zastosowano procesor Intela i system operacyjny DOS Microsoftu. Jako, że IBM nie zastrzegł konstrukcji, bardzo szybko zaczęła być ona klonowana przez innych producentów, wykorzystujących zarówno intelowskie procesory jak i systemy operacyjne Microsoftu. Nastała era PC, choć pierwszym komputerem do domu był Apple II. Producent nie pozwolił jednak na kopiowanie swojej konstrukcji przez co komputery Apple stały się rozwiązaniami niszowymi. Zaostrzająca się konkurencja na rynku doprowadziła zaś IBM do sprzedaży swojego działu pecetów chińskiemu Lenovo. Nastąpiło to w 2005 r. Jednak do dziś, w oparciu o intelowskie procesory z rodziny x86 IBM produkuje małe serwery.

W 1996 r. koncern zaprezentował światu komputer o nazwie Deep Blue. Maszyn miała tylko jedno zadanie: pokonać w grze w szachy aktualnego mistrza świata. Garri Kasparow wygrał jednak z komputerem. Rok później, ulepszona wersja Deep Blue pokonała człowieka.

I choć wydaje się to nieprawdopodobne, jubileuszu stulecia koncernu doczekał pracownik IBM, który przyszedł na świat przed powstaniem CTR. To Luis Lamassonne, urodzony w 1910 r. w Argentynie. Do IBM trafił w 1933 r. i pracował tam 38 lat. W 2000 r. opublikował książkę „My life with IBM”.

niedziela, 5 czerwca 2011

Promocja zwalająca z nóg

W internetowych sklepach z elektroniką zaobserwowałem ostatnio specyficzny rodzaj promocji. Stara cena jest widoczna jako przekreślona, a pod nią pokazywana jest nowa, niższa. Ta druga często jest wybita czerwoną czcionką. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przy cenie produktu na poziomie 2-3 tys. zł obniżki wynoszą kilkadziesiąt do 100 zł. Nie mają więc większego znaczenia, ani w liczbach bezwzględnych, ani proporcjonalnie do ceny sprzętu. W tym ostatnim ujęciu stanowią bowiem co najwyżej 5 proc. ceny wyjściowej.

Wszystkie takie upusty przebił jednak Hewlett-Packard. W polskim sklepie internetowym oferuje netbooka Pavilion dm1-3110ew w promocyjnej cenie 1798 zł 26 gr. Poprzednia cena była wyższa o …74 grosze! Obniżka wyniosła więc około czterech setnych procenta. Nic tylko kupować. Najlepiej od razu dwa. Taka okazja przecież się nie powtórzy.


Przypadek HP doskonale koresponduje z dziwnymi zasadami handlu w supermarketach Carrefour, o których pisałem jeszcze w 2009 r.

piątek, 13 maja 2011

Złodziej krzyczał: łap złodzieja

To powiedzonko niemal idealnie pasuje do działalności niejakiego Michała Śliwińskiego. "Gazeta Wyborcza" opisała jak będąc dziennikarzem gazety „Parkiet”, między czerwcem 2008 r. a czerwcem 2009 r., napisał on ponad 30 artykułów o spółkach giełdowych, zadziwiająco skorelowanych z operacjami na dwóch rachunkach maklerskich. Przed artykułem właściciele tych rachunków kupowali akcje. Następnie pojawiała się publikacja mówiąca, że sytuacja w danej firmie ulegnie znaczącej poprawie. Wtedy akcje sprzedawali, ponadprzeciętnie pomnażając zainwestowany kapitał.

„Gazeta Wyborcza” pisze:

"Informacje podawane przez Śliwińskiego na ogół były prawdziwe, chociaż zdarzało się, że kilka dni później je dementowano."

Jednak w „Pulsie Biznesu” już w lipcu 2009 r. pojawiła się wzmianka o tym, że niektóre artykuły pana Śliwińskiego zawierają tezy mocno wpływające na ceny akcji, ale kompletnie wyssane z palca.

Smaczku sprawie dodaje jednak to, że zanim zaczęła się opisywana passa artykułów pana Śliwińskiego, ten dziennikarz sam opisywał sytuacje wskazujące na nieuczciwe manipulowanie kursami akcji spółek giełdowych. Co więcej, niektóre jego artykuły odnosiły się wprost, do pojawiania się pewnych informacji tylko po to, by wpłynęły one na ceny akcji. Wystarczy pogooglać by znaleźć ślady tych publikacji.

Ja wskażę tylko jedną, ale za to z okresu po zakończeniu serii artykułów, którymi obecnie zajmuje się prokuratura. W połowie lipca 2009 r. na łamach „Parkietu” pojawił się artykuł o okolicznościach kupna akcji Chemoservisu przez spółkę Urlopy.pl, kontrolowaną przez związaną z Mariuszem Patrowiczem firmę Investment Friends.

Pan Śliwiński dość bezpośrednio sugerował w swoim tekście, że transakcja była manipulacją:

"Urlopy.pl – spółka notowana na NewConnect – mają teraz akcje, które stanowią 0,7 proc. kapitału Chemoservisu. Poinformowały o transakcji, ponieważ jej wartość była większa niż 10 proc. ich kapitałów własnych. Wielu inwestorów zadawało wczoraj pytanie, czy wielkość transakcji nie była tak dobrana, by Urlopy.pl musiały się ujawnić jako akcjonariusz. Nazwisko Patrowicza, które musiało przy tej okazji paść, działa jak magnes na spekulantów i drobnych inwestorów i powoduje zwykle wzrost kursu."

A zdanie podobne do ostatniego, mógł już przecież wtedy napisać o sobie.

sobota, 7 maja 2011

Mieliśmy w Polsce pokaźne przejęcie w branży motoryzacyjnej

Za 242,7 mln USD Abris Capital Partners (do spółki z Mezzanine Management i Queensland Investment Corporation) przejęło Futura Leasing. Transakcja miała miejsce na początku 2010 r. i przeszła raczej bez echa. Nazwy obu firm nie są szerzej znane i to jest pewnie tego powodem. Była to jednak jedna z większych transakcji kapitałowych jak miały miejsce na rynku motoryzacyjnym w 2010 r. Jak duża? Pod względem wartości 17. na 521 takich transakcji odnotowanych w zeszłym roku.

Z analizy PricewaterhouseCoopers, wynika nawet, że po odrzuceniu transakcji, które dotyczyły producentów samochodów i podzespołów do nich, było to nawet siódme co do wielkości przejęcie w branży motoryzacyjnej. A gdyby precyzyjnie trzymać się definicji fuzji i przejęcia polska transakcja nabrałaby jeszcze większego znaczenia. W zestawieniu nie byłoby zmian kapitałowych związanych z sojuszem Daimlera z Renault i Nissan Motor, które choć znaczące wartościowo dotyczyły symbolicznych pakietów akcji tych firm.

Za parę lat czeka nas pewnie jeszcze droższe przejęcie niedawnego nabytku Abrisu. On i jego wspólnicy to fundusze private equity, a takie kupują firmy tylko po to by za kilka lat sprzedać je drożej.

Czym zajmuje się Futura? Głównie wynajmem długoterminowym i zarządzaniem flotą samochodową w dużych firmach. Oferuje nie tylko finansowanie, ale i obsługę serwisową używanych tam aut. Posługuje się przy tym marką Masterlease. Wcześniej była to przybudówka General Motors, ale po tym jak koncern de facto zbankrutował została wystawiona na sprzedaż i w konsekwencji trafiła w ręce Abrisu.

niedziela, 1 maja 2011

Poczta szybciej dostarcza paczki niż listy

W lecie 2010 r. pisałem o tym, że prawdopodobieństwo dostarczenia przez Pocztę Polską przesyłki priorytetowej w zakładanym dla takich przesyłek terminie z roku na rok spada. A tu niespodzianka. W 2010 r. wyraźnie wzrosła punktualność dostaw paczek priorytetowych.

Z analiz Urzędu Komunikacji Elektronicznej wynika, że w 2010 r. 63,5 proc. paczek priorytetowych docierało do adresata dzień po ich nadaniu. To wynik o 9 punktów procentowych lepszy niż w 2009 r.

Odsetek doręczanych terminie listów priorytetowych też się zwiększył. Ale tylko symbolicznie. Jest też dużo mniejszy od paczek. W 2010 r. następnego dnia po nadaniu do adresata docierało 53,4 proc. listów priorytetowych.

Podobne wyniki UKE zaobserwował wśród przesyłek ekonomicznych, czyli takich, które do adresata powinny dotrzeć trzy dni po nadaniu. W 2010 r. warunek ten spełniało 94,3 zwykłych paczek i zalewie 67,7 listów.

Ciekawe jaki wpływ na te wyniki ma istnienie wielu firm kurierskich konkurujących z Pocztą Polską w segmencie paczek i zaledwie jednej firmy, która naciągając prawo dorzucaniem blaszek, próbuje przełamać ustawowy monopol z jakiego Poczta Polska wciąż korzysta w obrocie listami?

O mnie

Obserwatorzy

Szukaj w tym blogu

Ładowanie...