„Gazeta Wyborcza” pisze:
"Informacje podawane przez Śliwińskiego na ogół były prawdziwe, chociaż zdarzało się, że kilka dni później je dementowano."
Jednak w „Pulsie Biznesu” już w lipcu 2009 r. pojawiła się wzmianka o tym, że niektóre artykuły pana Śliwińskiego zawierają tezy mocno wpływające na ceny akcji, ale kompletnie wyssane z palca.
Smaczku sprawie dodaje jednak to, że zanim zaczęła się opisywana passa artykułów pana Śliwińskiego, ten dziennikarz sam opisywał sytuacje wskazujące na nieuczciwe manipulowanie kursami akcji spółek giełdowych. Co więcej, niektóre jego artykuły odnosiły się wprost, do pojawiania się pewnych informacji tylko po to, by wpłynęły one na ceny akcji. Wystarczy pogooglać by znaleźć ślady tych publikacji.
Ja wskażę tylko jedną, ale za to z okresu po zakończeniu serii artykułów, którymi obecnie zajmuje się prokuratura. W połowie lipca 2009 r. na łamach „Parkietu” pojawił się artykuł o okolicznościach kupna akcji Chemoservisu przez spółkę Urlopy.pl, kontrolowaną przez związaną z Mariuszem Patrowiczem firmę Investment Friends.
Pan Śliwiński dość bezpośrednio sugerował w swoim tekście, że transakcja była manipulacją:
"Urlopy.pl – spółka notowana na NewConnect – mają teraz akcje, które stanowią 0,7 proc. kapitału Chemoservisu. Poinformowały o transakcji, ponieważ jej wartość była większa niż 10 proc. ich kapitałów własnych. Wielu inwestorów zadawało wczoraj pytanie, czy wielkość transakcji nie była tak dobrana, by Urlopy.pl musiały się ujawnić jako akcjonariusz. Nazwisko Patrowicza, które musiało przy tej okazji paść, działa jak magnes na spekulantów i drobnych inwestorów i powoduje zwykle wzrost kursu."
A zdanie podobne do ostatniego, mógł już przecież wtedy napisać o sobie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz